Jak wybierać produkty – Martyna Żmuda-Trzebiatowska

Jak wybierać produkty w sklepie? Jak czytać etykiety? Jakie znaczenie mają składniki produktów oraz na jakim miejscu są. Czy są produkty fit, które nie są zdrowe. Zapraszamy do podcastu z Martyną, która prowadzi projekt Zdrowostki.

Martyna Żmuda-Trzebiatowska, magister dietetyki, która prowadzi w social mediach profil Zdrowostki. Obserwowany przez ponad 207 tysięcy profil, jest miejscem gdzie Martyna każdego dnia dzieli się swoją wiedzą i pomaga w podejmowaniu świadomych decyzji zakupowych. Autorka poradnika “Jem w Biedrze”

https://www.instagram.com/zdrowostki/
https://www.facebook.com/zdrowostkipl
https://www.zdrowostki.pl/jem-w-biedrze

Pomelo Health Podcast Podcast stworzony przez catering dietetyczny Pomelo. Jeśli uważasz, że zdrowie to wypadkowa Twoich możliwości. Jesteś pod dobrym adresem. To podcast dla aktywnych oraz ambitnych osób, a poruszamy w nim tematy nie tylko związane z dietą, ale również sportem czy zdrowiem psychicznym. Zapraszamy jako firma, która od wielu lat wpływa na lepsze nawyki żywieniowe swoich klientów.

Strona podcastu: https://pomelo.com.pl/podcast

Prowadzący podcast:

Grzegorz Piekarczyk
https://zyjmocno.com
https://www.instagram.com/grzegorzpiekarczyk

Grzegorz Piekarczyk: Cześć. Naszym gościem jest dzisiaj Martyna Żmuda–Trzebiatowska, magister dietetyki, która prowadzi w social mediach profil @zdrowostki. Obserwowany profil przez ponad 207 tysięcy osób. Jest on miejscem gdzie Martyna każdego dnia dzieli swoją wiedzą i pomaga w podejmowaniu świadomych decyzji zakupowych. Cześć Martyna. Chciałabyś coś dodać?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Cześć. Myślę, że bardzo ładnie mnie przedstawiłeś. Ja sama się przedstawię słuchaczom. Mam na imię Martyna. Bardzo miło, że jesteście i słuchacie. Mam nadzieję, że zostaniecie z nami jak najdłużej i posłuchacie co tam ciekawego przygotowaliśmy.

Dlaczego Martyna szerzy wiedzę o żywieniu?

Grzegorz Piekarczyk: Super. Na początek zacznijmy od tego jaka jest Twoja motywacja w szerzeniu wiedzy o produktach? Dlaczego to robisz?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Robię to, bo to lubię. Jestem magistrem dietetyki i zdrowe odżywianie, zdrowy styl życia, zawsze mnie pociągał i motywował do tego, żeby samej dbać o siebie. Przez to, że mam tą wiedzę i jakby zawsze chciałam mieć jakiś profil, który daje ludziom wartość i pomyślałam, że właśnie przez Instagram będę mogła stworzyć taki profil, który da ludziom wartość, wiedzę i dzięki temu będę mogła edukować innych. Moją motywacją jest to, że ludzi do mnie przybywa. Ludzie tego potrzebują. Oni potrzebują wiedzieć nieco więcej na temat zdrowego odżywiania, zdrowego trybu życia i to jest moją największą budującą motywacją do działania, żeby robić to dalej.

Czy na tej samej półce cenowej znajdziemy dużo lepsze i gorsze produkty?

Grzegorz Piekarczyk: Super. Powiedz czy są zdecydowanie lepsze i gorsze produkty w tych samych segmentach cenowych? Czy to jest tak, że te różnice są tylko delikatne?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Jasne, że są różnice w składach. Łatwo można zauważyć na przykłąd na zasadzie jogurtów. Idziemy sobie do lodówki z jogurtami. Mamy rozstrzał cenowy od 2 do 4 złotych, a skład może być niebo, a ziemia. Może być totalnie czysty zawierający 3 składniki, a może być taki, który ma ich przypuśćmy 6,7,8.  Najpierw trzeba spojrzeć na skład. To jest punkt numer jeden. Dopiero potem analizujemy produkty między sobą i wybieramy to co lepsze, ale rzeczywiście rozstrzał cenowy może być cenowy, od najmniejszych do tych najwyższych

Co jest ważniejsze – skład czy kaloryczność?

Grzegorz Piekarczyk: OK. A z takiego dietetycznego punktu widzenia nie liczy się tylko kaloryczność, ponieważ są takie osoby, które uważają, że najważniejsza jest kaloryczność. Znamy ten przypadek McDonald jak będę trzymał się określonych kalorii to potrafię chudnąć. Czy ta kaloryczność jest czymś najważniejszym? Czy właśnie te składy, te poszczególne składnik to jest to co wpływa na nasze zdrowie?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Większość osób patrzy na wartość energetyczną, czyli kaloryczność. Czasami tylko tym się kierują podczas doboru różnych produktów spożywczych, ale niestety to nie tędy droga. Bo kaloryczność nie mówi nam o tym, jaki wartościowy jest produkt. On pokazuje ile energii da nam zjedzenie nam takiego batonika, kanapki czy frytek w McDonaldzie. Najważniejsze jest to, żeby wybierać produkty, które są wysoko odżywcze. Trzeba patrzeć na tabelkę, która pokazuje ile ma tłuszczów, ile ma węglowodanów, ile ma białka dany produkt. 

Dlatego kierowanie się jedynie wartością energetyczną nie przyniesie takich korzyści jak kierowanie się ogólną wartością odżywczą danego produktu. Bo wówczas patrzymy tylko na kalorię, a w zasadzie produkt może składać się jedynie z tłuszczu, i tego gorszego tłuszczu, tłuszczów nasyconych, może składać się jedynie z węglowodanów prostych. Dlatego nie tędy droga. Trzeba patrzeć i na skład i na wartość energetyczną i na tabelkę.

Czy im krótszy skład tym lepsza jakość produktów?

Grzegorz Piekarczyk: Powiedziałaś, że może być jogurt, który ma w sobie tylko 3 składniki. To w takim razie jak długi powinien być dobry skład produktu, jeśli widzę, że jest tam na opakowaniu litania, to czy taki produkt też może być zdrowy? Czy lepiej nie czytać tej litanii i go odłożyć i szukać tam gdzie jest kilka składników?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Właśnie to jest takie myślenie troszeczkę nasze starsze. Kiedyś się mówiło, że im prostszy, krótszy skład to produkt na pewno jest dobry. Ale co jak weźmiemy do ręki ciastka, które mają w składzie cukier na pierwszym miejscu, a co gorsze syrop glukozowo – fruktozowy, do tego mamy tłuszcz, olej palmowy, mąkę i wodę. 

W sumie ciastka z tego można produkować, a skład jest bardzo krótki, ale w żaden sposób nie jest wartościowy. Dlatego kierowanie się tym, że im krótszy skład, tym na pewno dobry produkt, też jest złe, bo trzeba wziąć pod uwagę składniki z których są wyprodukowane dane produkty. Tak bym to podsumowała.

Czy dobry produkt może mieć długi skład?

Grzegorz Piekarczyk: Czyli długi skład produktu też może być dobrym produktem?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Tak. Płatki są dobrym przykładem. Weźmy pod lupę zwykłe corn flakes czy płatki kukurydziane. One mają  90,9 % grysu kukurydzianego, a cała reszta to są dodatki, a dodatki też w postaci witamin, składników mineralnych, bo płatki są często wzbogacane o takie produkty. Wtedy wychodzi nam w tym składzie rzeczywiście litania tych wszystkich składników, ale to są witaminy, składniki mineralne. Trzeba mieć świadomość z jakimi półproduktami mamy do czynienia w danym produkcie.

Czego zdecydowanie unikać w składzie?

Grzegorz Piekarczyk: To w takim razie, czego nie powinno być zdecydowanie w składzie, co powoduje, że musimy dany produkt odłożyć?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: To jest pytanie nie do mnie. Ja nigdy nie powiedziałabym, że absolutnie nie wolno brać tego produktu, bo to jest złe. Są produkty ubogo wartościowe. Ja nazywaj zapchaj dziurami, zapchaj żołądkami, które po prostu wkładają do nas energię, a nie dają nam wartości. Właśnie takich produktów lepiej unikać, ale może niekoniecznie eliminować, jeżeli się je lubi. Jeśli się nie lubi to logiczne jest, że nie trzeba tego brać. 

Są takie składniki, które może nie są pożądane, typu cukier na pierwszym miejscu w składzie, syrop glukozowo – fruktozowy na pierwszym, drugim, trzecim miejscu w składzie, tłuszcze utwardzone, tłuszcze palmowe, kokosowe. To są może składniki, które niekoniecznie są pożądane w danym produkcie. Kiedy widzimy je na początku składu to ja bym poleciła odłożyć taki produkt i wybrać lepszą alternatywę na ten produkt

Czy kolejność składników w składzie ma znaczenie?

Grzegorz Piekarczyk: Powiedziałaś o miejscu w składzie. Jakby są jakieś zasady, które warunkują to dlaczego dany produkt jest na pierwszym miejscu w składzie, na drugim i trzecim i tak dalej, ale konsumentom tego się nie przedstawia. Mało osób bardzo wie dlaczego i jak to wygląda. Powiedz jakie to ma znaczenie, gdzie ten cukier jest, czy na pierwszym, na trzecim czy dziesiątym miejscu w składzie?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: To jest na tyle fajnie w całym bezpieczeństwie żywności, że producent jest zobligowany podać skład i składniki w kolejności od największej zawartości w danym produkcie do najmniejszej, czyli nic nie jest wrzucone w skład. Przypuśćmy mamy wodę, cukier, aromaty, barwniki i jakieś inne rzeczy i producent nie może sobie tak od czapy wrzucić tych składników do swojego składu jak mu komputer pokaże. Wszystko musi być wymienione w takiej kolejności w jakiej znajduje się w danym produkcie tego składnika najwięcej.

Czyli jeżeli coś co jest na pierwszym miejscu w składzie, oznacza, że to jest taka baza produktu. Jeśli w składzie na pierwszym miejscu piwa niealkoholowego smakowego była woda, czyli oznacza, że tam tej wody jest najwięcej. Na drugim miejscu w składzie mamy cukier, na trzecim miejscu w składzie mamy jeszcze coś. Czyli ja zawsze mówię, żeby patrzeć na te podium, na tą trójkę. Jeżeli ta trójka jest taka składowo, jakościowo bezpieczna, to wtedy ten produkt uznajmy jako taki fajny, że możemy śmiało sobie to wziąć. Jeżeli mamy te niechciane, niepożądane dodatki do żywności na początku składu, to ja bym się wtedy zastanowiła. Bo jednak to jest ta baza produktu, to z czego on się składa w głównej mierze.

Czy słodziki są zdrowe?

Grzegorz Piekarczyk: Powiedzmy sobie teraz o słodzikach, czyli aspartam i inne słodziki na które była bardzo duża nagonka ileś lat temu. Myślę, że dużo osób teraz chcę to odczarowywać. Jak wygląda sprawa ze słodzikami? Czy są one zdrowe czy nie? Które możemy jeść, a które nie?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Powiem tak, ile głów tyle opinii. Ile newsów, tyle ludzi, którzy w to wierzą. Ja jestem zdania, że słodziki są jak najbardziej OK, bo są dodawane do żywności w sposób kontrolowany. Mają swoje wyznaczone dzienne bezpieczne dawki do spożycia. Czyli jest to taka ilość produktu, która jeżeli ją spożyjemy to nie zaszkodzi to naszemu zdrowiu. Ja uważam, że każdym ma głowę na karku i wie jak chcę karmić swój organizm. Aspartam jest rozkładany w naszym organizmie do kwasu asparaginowego, phenylalanine i metanolu. Jakby dla osób zdrowych jest to totalnie bezpieczny rozkład w naszym organizmie. Nasz organizm sobie z tym poradzi. 

Jedyna uwaga dla osób, które mają fenyloketonurię to tutaj aspartam może zaszkodzić. To jest ta mikro część społeczności, która powinna uważać na aspartam. Osoby zdrowe, które chociaż dbają o podstawy swojego żywienia, nie mają problemu z tym, żeby spożyć aspartam czy jakiekolwiek inne słodziki, bo one są dodawane do żywności w sposób kontrolowany i nie powinny nam zaszkodzić. Przypuśćmy kobieta, która waży 50, 60 kilo, ona mogłaby w ciągu dnia spożyć około 3,5 l coli lite bez obawy o swoje zdrowie. Myślę, że mało kto jest w stanie spożyć tyle coli lite w ciągu dnia. Dlatego ja chciałabym trochę odczarować te sztuczne słodziki, bo one są niepotrzebnie demonizowanie. 

Myślę, że w głowach ludzi utarło się takie brzydkie zdjęcia małych szczurków, które gdzieś tam mają jakieś guzy, mówiono o tym, że te szczury po spożyciu tego aspratamu wywołały to negatywne skutki na ich organizm i że to jest niezdrowe, rakotwórcze, rak, śmierć, trumna i dramat. jeżeli przyjrzymy się na to z drugiej strony to trzeba wziąć pod uwagę, że te szczurki były karmione tak wysokimi dawkami aspartamu jak na ich wymiary, na ich wagę, że każdy przy zdrowych zmysłach ,gdyby spożył tak ogromne dawki aspartamu to rzeczywiście nasz organizm nie jest z granitu i pewnego dnia to by się po prostu zachwiał na tym wszystkim i rozłożył. 

To jest akurat w przypadku tych szczurków, to, że karmili je tak ogromnymi ilościami aspartamu i to wywołało na nich negatywny wpływ na zdrowie, nie dziwię się, ale kto z nas spożywa takie ilości takich produktów z udziałem słodzików. Ja jestem zatem, żeby z umiarem spożywać takie produkty, nie bazować na nich, tylko z umiarem korzystać i nie bać się i nie wierzyć w bzdury, które ktoś wyssał z palca. Tego jestem zdania.

Jak słodziki wpływają na nasz organizm?

Grzegorz Piekarczyk: Czy słodziki dobrze wpływają na nasz organizm? Bo jednak dostarczamy sobie, bodźce odczuwają słodkie smaki, a jednocześnie z tym nie dostarczamy żądnych kalorii do organizmu i czy to nie jest takie oszukiwanie trochę naszego mózgu i całego naszego organizmu? Czy to nie zaburza nas w jakiś sposób?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Trochę jest to placebo. Jest to racja. Nieświadomie możemy wpływać na jakieś funkcje naszego organizmu. Jeżeli ktoś rzeczywiście ogranicza i stosuje te słodziki w sposób kontrolowany, nie przesadza z tym wszystkim ,bo przychylanie się w jedną i w drugą stronę jest niezdrowe, to ja uważam, że ja naprawdę z tym nie ma problemu. Słodziki nie podnoszą stężenia glukozy we krwi, co jest przydatne w przypadku niektórych jednostek chorobowych. Także z głową, z umiarem, bezpiecznie i nie będzie problemu.

Czy fruktoza jest lepsza od cukru?

Grzegorz Piekarczyk: To teraz porozmawiajmy o słodzikach bardziej naturalnych, czyli fruktozie. Czy ta fruktoza jest lepsza od cukru? Czy to jest tylko tak naprawdę taka zasłona dymna, że producent wrzuca fruktozę, a działa ona tak samo jak cukier?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Dokładnie tak jak mówisz. To jest taka zasłona dymna. Fruktoza to cukier prosty, a cukier to cukier po prostu. Nasz organizm nie rozpoznaje czy to jest cukier wrzucony przez producenta sobie od tak do soku dla dzieciaków. Bo fruktoza kojarzy się z owocami, to pewnie zdrowe i tak dalej. Owszem, jeżeli spożywamy tą fruktozę z owocami, jedząc owoce to fajnie, bo oprócz tego cukru prostego, spożyjemy też witaminy, składniki mineralne, błonnik, to co daje nam owoc. Jeżeli spożyjemy przypuśćmy napój słodzony fruktozą, gdzie w składzie jest tylko woda, fruktoza, barwniki i aromaty, to spożyjemy tylko cukier i nic więcej. 

To jest zasłona dymna producentów dla osób, którzy są nieświadomi, którzy cały czas myślą zero – jeden i nie wczytują się w rzeczy, które powinni w celu zadbania o swoje zdrowie. Masz rację zasłona dymna zdecydowanie.

Grzegorz Piekarczyk: Dobra, czyli uważamy na fruktozę w produktach. Jest to po prostu zwykły cukier i nie nadajemy się nabrać.

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Dokładnie. Szybko się wchłania w naszym organizmie.

Czy wszystkie składniki z “E” są niezdrowe?

Grzegorz Piekarczyk: To te słynne produkty typu E. Ja jak patrząc na produkty na przestrzeni wielu lat, bo gdzieś tam zawsze, nawet rodzice mnie nauczyli, żeby patrzeć na składy produktów. Jak byłem młodszy to patrzyłem na te składy produktów. Zdecydowanie na przestrzeni lat to się jakoś tak zmieniło, że producenci zaczęli unikać używania tych oznaczeń E, a przecież nie wszystkie te oznaczenia są złe. Czasami takie oznaczenie E po prostu oznacza zwykły naturalny składnik. Chciałbym, żebyś rozwiała nasze wątpliwości, które z tych składników są zdrowe, a które zdecydowanie niezdrowe i jak się poruszać w tej przestrzeni?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: To jest bardzo fajne pytanie. Uważam, ze każdy powinien je wysłuchać i samemu sobie odpowiedzieć. Ja cały czas słyszę w telewizji E, E, E i wszędzie jest E i jak ja widzę E, to nie biorę i nie kupuję, bo chemia. Z życia wzięte przykłady i w telewizji niestety też bardzo szeroko propagowane, że jak widzisz E to nie bierze. To jest troszeczkę niedobra zagrywka, bo nie wszystkie E tak jak wspomniałeś są złe. Mogą to być naturalne składniki, tylko po prostu pod zaszyfrowaną nazwą E 300, E 400. Ja mam kilka przykładów. Na przykład E 300 to jest po prostu kwas askorbinowy, czyli witamina C. 

Bardzo często dodawana do produktów do żywności w celu zapobiegania utlenianiu się produktów. Drugi na przykład to jest na przykład E 322, czyli lecytyna. Naturalny emulgator, on naturalnie występuje przy żółtku jaja. E 406 agar – agar. Bardzo popularny jest w dietach wegańskich, wegetariańskich. Jest to naturalny roślinny zagęstnik. E 441 to po prostu żelatyna. Także pod tymi skrótami kryje się czasami naprawdę zwykły naturalny składnik, którzy sami używamy w domu. 

Także warto zapoznać się z listą takich składników. Jest to dostępne w Internecie, wystarczy wejść w Google i wpisać E, które jest OK i powyskakują takie rzecz. Tutaj nie trzeba być alfą i omegą, by kuć na pamięć. Wystarczy wpisać, znaleźć i te najbardziej popularne po prostu zapamiętać. Także odczarowujemy wszystkie E. Nie ma E.

Czym są produkty wysoko przetworzone?

Grzegorz Piekarczyk: Czym określa się miano produktów wysoko przetworzonych? Co to są produkty wysoko przetworzone?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Niestety coraz więcej ich jest, bo ludzie lubią wygodę. Produkty wysoko przetworzone to wszystkie te, które zostały poddane technologicznej obróbce, czyli wstępnie je przygotowano już tak, żeby były gotowe, żeby miały jak najdłuższą trwałość, żeby mogły nam postać w tych spiżarkach, lodówkach i tak dalej. 

Najczęściej tutaj chodzi o gotowce, jakieś gotowe kurczaki, gotowe tortille, gotowe frytki, które mamy w lodówkach w sklepach. Niestety większość takich produktów odznaczają się z reguły bardzo wysoką wartością energetyczną, czyli kaloriami. W małej objętości jest sporo kilokalorii. Niestety poprzez te wszystkie procesy technologiczne, obróbki termiczne, obróbki przemysłowe, te produkty tracą wartości, witaminy, składniki mineralne, błonnik, substancje bioaktywne. 

To wszystko to co potrzebuje nasz organizm, a niestety jest na bardzo niskim, czasami na zerowym poziomie. Ja ze swojej strony nie polecam korzystania, jakby bazowania na tego typu produktach. Korzystać sobie można od święta, bo czemu nie, ale nie bazować. Są to produkty ubogo wartościowe, a wysoko energetyczne, kaloryczne i nic dobrego z nimi nie mamy, poza smakiem i satysfakcją z jedzenia. 

Ja jakby nie neguje smaku, bo podejrzewam, że to są super fajne rzeczy i smaczne, ale wartościowo raczej nie dla naszego organizmu. On potrzebuje dobrego paliwa. Tak bym to ujęła.

Czy w popularnych supermarketach można kupić zdrową żywność?

Grzegorz Piekarczyk: Odpowiedziałaś na moje drugie pytanie, jeśli chodzi o długotrwałe jedzenie produktów przetworzonych. Po pierwsze możemy bardzo łatwo przekroczyć kaloryczność jaką potrzebują, bo one są wysoko kaloryczne, a druga strona sprawa, nie dostarczymy sobie wszystkich składników, które potrzebujemy. Czy w popularnych dyskontach możemy zaopatrzyć się we wszystko co potrzebuje, jeśli chcemy jeść zdrowo? Czy jednak trzeba będzie się przejść gdzie indziej? Czy te dzisiejsze dyskonty są tak wyposażone, że zaspokajają nasze wszystkie potrzeby?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Ja jestem pewna, że wszystkie nasze dyskonty od Żabki, Biedronki, Lidle, Auchan i inne takie markety, hipermarkety czy nawet sklepiki osiedlowe, to myślę, że na tą chwilę są fajnie zaopatrzone. 

Ja biegam po sklepach non stop z uwagi na to, że prowadzę taki, a nie inny profil i naprawdę jestem bardzo szczęśliwa, że nawet w najmniejszej Żabce mogę dostać naprawdę fajne produkty. Uważam, że nie trzeba być wielkim lekkoatletą i gimnastyczką, żeby pójść do sklepu i kupić sobie zdrowe produkty, wypełnić ten koszyk dobrymi produktami, bo naprawdę na sklepowych półkach jest dobrze. 

Nie jest tragicznie, nie jest źle, ale jest naprawdę dobrze. Myślę, że każdy jest w stanie wypełnić sobie koszyk naprawdę dobrymi produktami, ale trzeba czytać skład i tabelkę.

Jakie są mity żywieniowe? / Jakie są produkty, które dostały łatkę niezdrowych, a jednak są w porządku?

Grzegorz Piekarczyk: Teraz przechodzimy już do konkretnych produktów. Jakie są produkty, które sobie przypominasz, które mają miano niezdrowych, czyli teoretycznie nie powinniśmy je jeść, a wcale tak do końca nie jest i możemy je jeść bez obaw?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Nawet najzdrowsze produkty nie można jeść bez obaw. Jak się przeciągnie w jedną stronę, to może być i że w drugą stronę może źle. Tak jak wspominałam o produktach przetworzonych to, owszem kiedyś były marnej jakości, a teraz producenci starają się te gotowe produkty właśnie poddawać jak najmniejszym procesom technologicznym, żeby one były jak najbardziej naturalne, żeby ich wartość odżywcza byłą jak na najlepszym poziomie. 

Uważam, że teraz te gotowce jakościowe one naprawdę nie są złe. Uważam, że jak ktoś pracuje i wie, że na 100 % nie miał czasu na przygotowanie sobie posiłku, to ja ze swojej strony polecam sobie iść do Biedronka, Lidla czy gdziekolwiek i sięgnąć po takiego gotowca, typu curry z ryżem, bo to są fajne rzeczy, niż sięgać po zapiekankę czy jakąś drożdżówkę czy pizzerkę i zapychać się czymś takim niż wziąć gotowca, który ma jednak tą wartość. Bo jest tam jakieś białko, bo kurczak. Jest tam jakiś węglowodan złożony, bo ryż. 

Tą grupę asortymentów może bym ugryzła. Są też produkty jak na przykład batony raw. One są zdrowe, są OK, ale można też z nimi przesadzić, bo batony raw to głównie ich idea opiera się na tym, żeby one były produkowane z produktu surowego, czyli z suszonych owoców, orzechów i tak dalej. Takie produkty one rzeczywiście są bardzo zdrowe i mają wysoką wartość odżywczą, ale można z nimi przesadzić. Takie produkty, które są na bazie tylko suszonych owoców, a suszone owoce to głównie cukier prosty, ale wiadomo w naszych dietach nie brakuje cukru prostego, więc bazując jedynie na takich produktach można też się łatwo przejechać, bo jednak spożywamy ogromne dawki cukru prostego. 

Także z jednej strony są takie produkty, z drugiej strony są takie produkty. Mimo, że są bardzo zdrowe można z nimi przesadzić, ale są też takie, które są przymięte mianem może niż zdrowych tak jak wspomniałeś, czy te gotowce, które można sobie prowadzić i śmiało można tam na nich przemycać do swojej diety, ale bazując na dobrej podstawie i dobrych nawykach.

Czy “fit produkty” są zdrowe?

Grzegorz Piekarczyk: Kolejne pytanie, czyli fit produkty. Widziałem na Twoim profilu jakiś fit batonik, który nie do końca jakby spełniał oczekiwania, a był oznaczony jako super zdrowa żywność. Także jakie są takie fit produkty, które tylko udają te zdrowe, a tak naprawdę pomimo tego, że zazwyczaj są w białym opakowaniu, z jakimś jednym delikatnym kolorem i napisane fit czy coś w tym stylu, lepiej te produkty omijać. Jakie to są takie jakieś zapalniki, jakie zauważyłaś na rynku?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Super, że o tym powiedziałeś. Między innymi etykietowanie produktów to jest zmora dzisiejszych czasów, bo producenci są bardzo sprytni i oni wiedzą, że przyciągną uwagę konsumenta pięknym opakowaniem, a niestety osoba, która nie czyta składu produktów, ona spojrzy tylko na etykietkę i zobaczy, że jest ładna, bo biała, delikatne kolory, listek będzie, jakiś owoc, jakieś warzywo, to taki człowiek jest oczarowany i on wie, że on jest zdrowo, wierzy, że jest to zdrowe i wrzuci do koszyka. 

Tak jak wspomniałam na początku, że to jest zmora dzisiejszej spożywki, bo nawet najpiękniejsze opakowanie można zapakować w najgorszy skład świata. Kiedyś wzięłam do ręki ciastka i tam były napisane fit coś tam, było napisane fit i taka sylwetka smukłej kobiety, były to pełnoziarniste ciastka. Odwróciłam skład, bo jak tego nie zrobić i przeczytałam. Okazało się, że w składzie jest naprawdę sam najgorszy syf, czyli jakość produktów z których były stworzone ciastka odbiegało od tego co miało być w nich. Był tam tłuszcz palmowy, syrop glukozowo – fruktozowy. 

Było sporo zbędny dodatków, które normalnie ciastka nie zawierają, a te zawierały i to wszystko było przykryte właśnie tą banderolką fit, pełnoziarniste, pięknej kobiecej sylwetki. To są złe poczynania ze strony producentów i na to trzeba być wyczulonym i czujnym, a będziemy wtedy kiedy przeczytamy skład, bo tylko to da nam zieloną lampkę do tego, czy produkt jest warty wydania na niego pieniędzy, a co gorsza skonsumowania, czy nie. Bo to o to chodzi, żeby wybierać jednak jak najbardziej wartościową żywność

Które chipsy powinniśmy wybierać?

Grzegorz Piekarczyk: Czyli nie dajmy się omamić i jeśli mamy zdrowy produkt to czytajmy etykiety. Tak jak powiedziałem teraz będziemy poruszać się po produktach. Nasz podcast publikujemy w każdy piątek, więc przed nami weekend i ja sam nie będę ukrywał, że tylko w weekend zawsze jakieś chipsy wchodzą. Jak wybrać chipsy i które chipsy są zdrowsze i które będą dla nas zdrowsze?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Fajne pytanie. Ja też jestem w ogóle wielką miłośniczką chipsów, ale nie ciągnie mnie do słodyczy. Wolę bardziej słone niż słodkie. Jak wybrać dobre chipsy? Zacznijmy od tego chipsy nigdy nie będą zdrowe. Chipsy nalezą do produktów wysoko przetworzonych, bo były smażone, pieczone, obrabiane, przekładane, sypane solą i inny dodatkami. 

Także są ubogie w wartości odżywcze. Myślę, że to każdy wie, ale każdy wie, ale każdy lubi i każdy je w zasadzie. Dla mnie podstawową rzeczą jest fakt spojrzenia na tabelkę i na skład. Wybierajmy produkty, które są pozbawione tłuszczów utwardzonych, oleju kokosowego, oleju palmowego. To są nośniki nasyconych kwasów tłuszczowych, a ich w naszych dietach nie brakuje, dlatego, jeżeli możemy to ograniczajmy. 

Zamiast tych tłuszczu, lepiej wybrać jakiś olej rzepakowy ewentualnie słonecznikowy, ale stawiajmy na rzepakowy lub oliwę z oliwek. Też widziałam takie chipsy, które mają w składzie oliwę z oliwek. Także stawiajmy na te dwa rodzaje tłuszczów. Drugą sprawą jest to, że wybierajmy te, które mają jak najmniejszy udział tłuszczów. Wtedy kłania się tabelka. Najlepiej wziąć sobie dwa, trzy produkty i porównać między sobą w tabelce, ile dany produkt ma na 100 gramów tłuszczu. 

Także wybierajmy te, które mają najmniej. Ze swojego doświadczenia wiem, że wszystkie krakersy, paluszki, chrupki czy jakieś talarki to one mają mniejszy udział tłuszczu. Z kolei takie tradycyjne chipsy, one będę miały udział tłuszczu dosyć wysoki. Drugą sprawą to po prostu zachowanie umiaru., Jeżeli nie klepniemy się w rękę przy otwieraniu kolejnej paczki to nie będzie problemu. Teraz są też chipsy oven baked. 

Ja jestem wielką  ich zwolenniczką, bo one mają mniej tłuszczu niż zwykłe Laysy. Może dla niektórych sensorycznie, jakby smakowo one nie będą pasowały, bo rzeczywiście one odbiegają kompletnie teksturą i to jak jemy, od Laysów tradycyjnych, ale to zawsze jakaś alternatywa dla osób, które chcą ograniczać. Dlatego stawiałabym na takie rzeczy. 

Czy popcorn jest dobrą alternatywą dla chipsów?

Grzegorz Piekarczyk: Oven baked tak naprawdę zawierają chyba mniej kalorii niż zwykłe chipsy, z tego co porównywałem. Ja czasem biorę jeszcze popcorn.

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Rzeczywiście popcorn. Duża obojętność i można się nim w sumie całkiem przyjemnie najeść, a nie spożywając aż tylu kalorii, ale uważajcie na skład, bo często te gotowe do mikrofalówki mają w składzie olej palmowy, a tego raczej nie chcemy. 

Bierzmy te na oleju rzepakowym, a najlepiej wziąć najtańsze ziarna popcornu kupione w osiedlowym sklepie i samemu zrobić w garnku tak jak kiedyś na kontrolowanej ilości oleju i wtedy mamy swoją fajną, własną przygotowaną przekąską, na pewno nieco zdrowszą niż robioną przemysłowo.

Jakie słodycze wybierać?

Grzegorz Piekarczyk: To teraz przyszedł czas na czas coś słodkiego. Ja niestety należę do tych co lubią i słone i słodkie. Więc o czekoladzie mógłbym rozmawiać godzinami, ale jeśli chcemy wybrać coś słodkiego i coś co zjemy po posiłku, tylko w weekend oczywiście, nie w tygodniu, to teraz czym się kierować przy wyborze słodkiego? Niech to może będzie lepiej gorzka czekolada, czy inne produkty? Znasz takie produkty, które są zdrowsze, a zaspokoją nasz głód na słodkie?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: W przypadku słodyczy, podobnie zresztą jak ze słonym skład i tabelka. Tak jak wcześniej wspomniałam jak się mnie pytałeś, czy kolejność składników w składzie jest ważna. To owszem jest ważna, szczególnie w przypadku słodyczy, bo wtedy patrzymy gdzie ten cukier sobie siedzi na którym miejscu w składzie. Jeżeli widzimy go na pierwszym, drugim, trzecim to jest bardzo częsty, w zasadzie to bym powiedziała, że 99 % słodkości ma cukier na pierwszym, drugim, trzecim miejscu w składzie, ale to jest normalne, bo to słodycze muszą być słodkie. 

To niech nam trochę ręka zadrży jeśli będziemy chcieli po to sięgać często. Od razu powiem, że jak coś ma cukier na pierwszym w składzie, to bym się mocno zastanowiła czy chcę to brać na pewno. Przypuśćmy wolałabym wybrać czekoladę gorzką, która z natury ma mniejszy udział cukru prostego, na przykład czekolady gorzkie 90 %, wiem, że dla niektórych nie do przejedzenia, ale naprawdę już mają niski udział cukru prostego ,a za to mają sporo białka i sporo błonnika. 

O tłuszczu nie mówię, bo wiadomo, że tłuszcz jest, bo stąd ich wysoka wartość energetyczna, ale warto spojrzeć na to, że ma dużo białka i błonnika, a nie każdy o tym wie. Druga sprawa w przypadku czekolad, jeżeli już się chce to też byłabym za tym, żeby ewentualnie sięgnąć po czekolady z orzechami, czyli odpuściłabym sobie te z nadzieniem, bo to kolejne dawki dodatkowego cukru, bo w nadzieniu musi być ten cukier, ale już takie z orzechami, które na przykład na drugim miejscu, trzecim miejscu w składzie mają te orzechy, to też jest fajny wybór. 

Czekolady mleczne białe wiadomo są nieco gorsze, bo wysoki udział cukru prostego. Tak jak też wspomniałam o tych produktach, batonach raw, to one mają naturalnie występujące cukry, mają większy udział błonnika i białka. Niektóre z nich są wzbogacane w białko i polecam fajne batony z dobrej kalorii proteinowe. One mają bardzo fajny i są wzbogacane o dodatkowe ilości białka i to co całkiem wysoki udział jest tego białka, także to polecam, ale mówię, że te produkty raw są głównie na owocach suszonych, także wysoki udział cukru prostego. 

To jest takie zamknięte koło i potem się mówi co wybrać. Ja wolałabym wziąć takiego batona raw, bo wiem, że tam chociaż przemyciło się trochę błonnika, witaminy i składników mineralnych niż bazować na zwykłych snickersach, marsach. Nie mówię, żeby tego nie jeść, bo to jest dla ludzi, więc można zjeść, ale wszystko z umiarem. Także do słodyczy będzie zawsze wielki umiar. Jedna delicja czy ptasie mleczko to prawie jedno jabłko, tak energetycznie jakbyśmy zjedli. Łatwiej przerzuć dwa ptasie mleczka niż zjeść jedno nieduże jabłko.

Grzegorz Piekarczyk: Nie wiedziałem o tym, bo ja jak otwieram ptasie mleczko to jem całą tackę. Więc zjadam worek jabłek. 

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Możesz tak sobie to przeliczyć, że dzisiaj zjadłem worek jabłek. Bardzo dobre porównanie.

Grzegorz Piekarczyk: Dokładnie. Zawsze staram się w weekend trochę więcej trenować niż w tygodniu jak nie ma czasu.

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Aktywność fizyczna to jest klucz do tego, żeby zadbać o siebie, o swoje zdrowie. Super, że trenujesz, to tym bardziej.

Na co zwracać uwagę kupując produkty wegańskie?

Grzegorz Piekarczyk: Ważne pytanie odnośnie produktów wegańskich, dlatego, że jest to trend. Mamy już całe alejki wegańskie. Mamy nawet w Lidlu, w Biedronce czy innych dyskontach są gotowe dania wegańskie i one nawet nie są takie złe, dlatego, że my w domu kupujemy produkty wegańskie. Natomiast na pewno przeciwnicy diet wegańskich od razu powiedzą, że to nie jest żywność, co tam jest. Bo osoby, które nie są weganami nie rozumieją w ogóle, że można funkcjonować. Więc na co zwracać uwagę przy wyborze produktów wegańskich i gdzie są takie niebezpieczeństwa w tych produktach.

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Dobrze. Zacznę od tego, że można utożsamiać produkty wege z czymś zdrowym, bo tak chyba się przejęło w naszym społeczeństwie, że jak coś widzę, że coś jest wege, to od razu myślimy, że to jest zdrowe, bo to roślinki i na pewno nic złego w tym nie ma. Otóż produkty wege też mogą mieć tragiczny skład. Mimo wszystko, jeżeli ktoś już jest na diecie albo chcę po prostu skorzystać z takich produktów to znowu powinien kierować się składem, a później tabelką, a na samym końcu porównywać te produkty między sobą, bo to jest najlepsza droga, żeby wybrać coś lepszego. 

Diety wegetariańskie są pozbawione z reguł składników mineralnych, takich jak wapń albo witamin grupy B, głównie witaminy B12 i wówczas takie osoby powinny sobie spojrzeć czy taki produkt jest wzbogacony w takie witaminy i minerały, bo one jednak są ubogie w dietach takich osób. Całkiem pokaźna ilość produktów jest już wzbogacana w te deficytowe składniki., Także warto wybierać takie produkty. Unikajmy oleju kokosowego, ale wiem, że większość produktów wege i wegańskich są właśnie na bazie tego oleju. On ma konsystencję stałą, to nie jest smalec, który jest nie odpuszczony w dietach wegetariańskich. 

On ma konsystencję stałą i idealnie nadaje się do produktów, które mają imitować sery. Bardzo często używane tam olej kokosowy, albo do jogurtów, żeby tam delikatnie stabilizowały te jogurty. Uważajmy też na takie rzeczy. Są alternatywy, są zamienniki. Nie trzeba wybierać tylko tego. Właśnie dieta wegetariańska nie oznacza, że tam nie ma dodatków cukru, są i to bardzo sporo, dlatego na to też trzeba zwracać uwagę. Myślę, że czytanie  składu tabelek to jest po prostu podstawa tego, żeby wybierać dobrze. Nie kierujemy się też etykietą, że coś ma listę i że jest wege to od razu jest lepsze.

Dlaczego powinniśmy unikać oleju kokosowego?

Grzegorz Piekarczyk: Powiedz dlaczego powinniśmy unikać tego oleju kokosowego, bo jednak w tych jogurtach wegańskich, to praktycznie większość tych wegańskich jogurtów na oleju kokosowym.

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Możemy nie unikać, ale tak ograniczać, żeby tak zdrowo rozsądkowo sobie jeść. Olej kokosowy to jest główny nośnik nasyconych kwasów tłuszczowych, a to ich zbyt wysoka podaż, one są potrzebne naszemu organizmowi, ale nie w tak dużych ilościach jak my statystycznie dostarczamy naszą dietą, bo dostarczamy bardzo dużo. 

One robią bajzer głównie w układzie krążenia i tutaj mogą zacząć się schody, jeżeli rzeczywiście nie będzie kontrolować podaży tych kwasów, a nie będziemy kontrolować wtedy kiedy nie będziemy patrzeć na składy i nie będziemy kupować produkty, które mają niższy udział tych nasyconych kwasów tłuszczowych. 

Dlatego ja bym użyła po prostu olej kokosowy w swojej łazience na włosy, do twarzy i tak dalej, a w kuchni wykorzystała nasz polski najtańszy olej rzepakowy, który jest cudowny i jest skarbnicą wartości odżywczych. Także ten olej kokosowy do łazienki, a rzepakowy niech stoi sobie u nas w kuchni.

Na jakim oleju najlepiej smażyć?

Grzegorz Piekarczyk: Powiedziałaś o tym oleju rzepakowym, na jakim oleju najlepiej smażyć? Czy można smaży na oliwie i ewentualnie czy można smażyć na oliwie z pestek winogron? Mamy tutaj trzy grupy produktów ,a informacje w Internecie po prostu na każdej stronie co innego

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Tak i to podobnie jest w publikacjach naukowych, bo tu sięgnie tak piszą, tu się sięgnie tak piszą. Ja jestem zdania, że rzeczywiście polski olej rzepakowy świetny jest do smażenia, ale trzeba uważać, żeby go nie spalić, bo wówczas taki olej nadaje się tylko do wylania. 

Najgorszą rzeczą jaką robią Polacy jak już kapią tego kotleta w oleju i jakby nie wymieniają go na świeży, następnego, następnego, a to jest jedna z gorszych rzeczy, która prowadzi do powstawania związków rakotwórczych, a tego przecież nie chcemy wprowadzać do naszego organizmu. Jak na tą chwilę olej rzepakowy jest najbezpieczniejszy do smażenia i to bym polecała. 

Oliwa z oliwek ona jest też dobra, ale ona podczas smażenia ulatuje jej troszeczkę wartości, zresztą jak każdemu olejowi ulatuje wiele wartości pod wpływem obróbki termicznej, ale oliwa jest na tyle wartościowa, że szkoda jej do smażenia. Lepiej jakby ją używać na zimno. Wspomniałeś o oleju z pestek winogronu, to takie produkty, takie oleje, które mają już wysoki udział wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, których nasz organizm po prostu chłonie jak gąbka i potrzebuje, to takie produkty, takie oleje powinnyśmy używać tylko i wyłącznie na zimno. 

Olej lniany na zimno. Do polania na sałatkę, na kanapkę cokolwiek. Takie oleje absolutnie nie nadają się do smażenia, bo wówczas tracą swoje cenne wartości, a przecież nie chcemy takich rzeczy robić. Także do smażenia rzepakowy, oliwa ewentualnie smażenia na zimno, a całą resztę używajmy na zimno.

Grzegorz Piekarczyk: Słonecznikowy też jest OK, do smażenia czy lepiej wybrać rzepakowy?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Lepiej wybrać rzepakowy.

Jakich produktów powinniśmy zdecydowanie unikać?

Grzegorz Piekarczyk: Czy są grupy produktów, które powinniśmy zdecydowanie omijać szerokim łukiem, może całe alejki tych produktów? Czy jednak tak jak powiedziałaś, wszystko z umiarem i jak czytamy etykiety to wszystko dla ludzi?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Powinniśmy unikać alejki z papierosami, alkoholem, używkami i innymi tigerami. To rzeczywiście może nas zabić w dużych ilościach, ale jakby ostatnio poszukałam taki temat co ludzie widzą w jedzeniu. Jedząc truskawki w marcu widzą chemię, a potem ta osoba bierze fajkę i pali papieros. To jest trochę dysonans. Coś tutaj zazgrzytało. 

Ja jestem za tym, żeby wszystko jeść, ale z rozwagą. Jakby bazować na dobrej jakości produktach, trzymać swoją dietę podstawową na dobrej jakości produktach, prowadzić aktywność fizyczną. Zawsze powtarzam, żeby dobrych ludzi mieć wokół siebie, odciąć się od wszystkich toksycznych związków i tak dalej, a na wszystko znajdzie się miejsce, na alkohol też, ale te alejki akurat bym omijała.

Dlaczego energetyki są tak niezdrowe?

Grzegorz Piekarczyk: Wspomniałaś o napojach energetycznych. Myśmy w jednym podcaście rozmawiali o napojach energetycznych, jednak niestety z tego względu, że nawet duże konta w social mediach osób, niestety znajdują się takie osoby, które mają dużo obserwatorów i niestety te energetyki gdzieś tam promują i mówią, że to wcale nie jest takie złe, z czym ja osobiście się nie zgadzam. Powiedz dlaczego te energetyki to syf?

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Jest to syf. Masz rację. Jest to bardzo przykre, że popularne twarze i to czasem twarze z wysoko aktywnych fizycznie, którzy powinni dbać o swoje zdrowie, promują takie rzeczy. Ja rozumiem, że one promować tym, że oni mają siłę wtedy, energię, ale jakby nie tędy droga. W ogóle to nie powinno być promowane, bo to jest woda z dodatkami do żywności, które w żaden sposób na nas dobrze nie wpływają poza dawaniem energii, ale odstawienie wody na bok, bo często tak jest, że osoby odstawiają wtedy wody, herbaty, kawy.

Kawa jest bardzo dobra, czarna jest super i to jest nasz dobry energetyk. Odstawiają takie rzeczy, a wybierają wszystkie Redbully, Monstery. Powiem ,że to jest przysłowiowa chemia. Nic nie wprowadza do naszego organizmu, poza cukrem, bo te produkty często są dosładzane te produkty. Poza tą dawkę barwników, aromatów, konserwantów, one naprawdę przez dłuższą metę mogą wywołać w naszym organizmie niepożądane reakcje szczególnie wśród dzieci okazuje się, że jest teraz moda na picie Monsterów i kolekcjonowanie tych puszek. 

Niedawno się o tym dowiedziałam, bo wstawiłam pytanie o energetyki i okazało się, że obecnie to jest jeden wielki dramat, że zapijają się energetykami w celu kolekcjonowania puszek po Monsterach, bo teraz są limitowane edycje. Najlepiej nie ograniczyć, tylko wyeliminować takie produkty, o ile możemy to wyeliminujmy i postawmy wtedy sobie na fajną kawkę zrobioną w domu i tyle. Ja byłabym za tym.

Czy energetyki mogą być niebezpieczne dla dzieci?

Grzegorz Piekarczyk: Ja właśnie, jeśli słuchają nas rodzice dzieciaków to chciałbym zaznaczyć i są takie przypadki na świecie, że jeśli dzieciak wypije kawę w starbucks, a wiemy jak wyglądają kawy, one czasem mają po pół litra i później popołudniu walnie sobie dwa Monstery, które też mają po pół litra, to są po prostu przypadki dzieci, które nie wytrzymały takie ilości kofeiny. Nie jest to po prostu już nie tylko niebezpieczne dla zdrowia, ale też dla życia. Z drugiej strony też jeśli będziemy pić do posiłku zamiast coca coli i to na własnym przykładzie widzę, że zamiast coca-coli piję wodę, to ja wypiję dwie szklanki coca-coli, a wody w tym czasie wypiję dwa razy więcej. Jest to dużo zdrowsze. Także energetykom w naszym podcaście mówimy zdecydowanie “nie”.

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Też taka przestroga dla rodziców, bo jakby dostaje wiele wiadomości od swoich obserwatorów, że czasami rodzice nawet są nieświadomi, że ich dzieci piją takie rzeczy. Bo dostają przysłowiową dychę na sklepik i okazuje się, że te dzieciaki nie wydają sobie tego na jakąś kanapkę i coś co można byłoby przegryźć i idą do Żabki, dziwię się, że te panie czy panie sprzedają w tym sklepach dzieciakom takie rzeczy i kupują Monstery. 

Mówię o Monsterach, bo teraz jest moda wśród dzieciaki na Monstery. Rodzice nie wiedzą, że ich dzieci spożywają takie produkty. Także bądźcie czujni i naprawdę uważajcie, bo w przypadku dzieciaków, które się dopiero rozwijają, kształtują swój układ nerwowy i wszystkie inne funkcje to picie takich rzeczy na pewno nie będzie im sprzyjało. Tak bym to podsumowała

Gdzie można znaleźć Martynę?

Grzegorz Piekarczyk: Dokładnie. Podpisujemy się pod tym. Martyna, ja Ci bardzo dziękuje. Myślę, że poruszyliśmy tu bardzo dużo fajnych tematów, również na social mediach Martyny znajdziecie już konkretne produkty, zdjęcia i opisy czy to produkty są zdrowe czy nie. Powiedz Martyna gdzie Cię można znaleźć w sieci.

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Na Instagramie @zdrowostki .Też prowadzę swoją stronę zdrowsotki.pl. Tam pojawiają się jakieś tam artykuły i niebawem to wyjdzie moja książka “Świadomie jesz”, także bardzo zachęcam do czekania na ten moment kiedy premiera w końcu się odpali, także zapraszam.

Grzegorz Piekarczyk: Super, dziękuje bardzo. Wszystkie linki do kanałów Martyny oczywiście są w opisie. Dziękuje i na pewno do usłyszenia. Cześć

Martyna Żmuda–Trzebiatowska: Ja również dziękuje bardzo.